Jesteś ekspertką. Albo masz nadzieję być w przyszłości ekspertką, bo na razie się tak nie widzisz. Choć w sumie ludzie mówią Ci, że powinnaś się cenić, bo masz dużą wiedzę i umiesz ją przekazać. Jednak Ty wolałabyś zrobić jeszcze jeden certyfikat… i jeszcze jeden… I nigdy nie czujesz się gotowa.

Brzmi znajomo? Super – witaj w klubie osób z syndromem oszusta.

Syndrom oszusta – dobra i zła wiadomość

Dobra wiadomość jest taka, że najprawdopodobniej nie jesteś oszustką. To znaczy: nie chcesz wciskać klientom chłamu opakowanego w złoty papierek. Czułabyś się z tym źle – to nie są Twoje standardy. Zapewne nie zabierasz głosu, gdy nie masz nic do powiedzenia.

Zła wiadomość jest taka, że nie widzisz, że masz do powiedzenia więcej, niż potrzebuje Twój klient. Oraz prawdopodobnie więcej niż ci, co nie mają syndromu oszusta. Ani, skoro już przy nich jesteśmy, skrupułów w sprzedawaniu chłamu w złotych papierkach.

Na czym naprawdę polega Twój problem?

Wyobraź sobie zadufanego w sobie doktora fizyki teoretycznej. Wyobraź sobie, że chcesz się u niego poduczyć fizyki, żeby zaimponować swojemu chłopakowi – również fizykowi. A ten zaczyna Ci mówić tak mądre rzeczy, że po minucie nie nadążasz, po pięciu eksploduje Ci mózg, a po kwadransie – umierasz na myśl, że jesteś idiotką i co właściwie Twój ukochany w Tobie widzi.

[zobacz, jak to wyglądało w serialu]

To scena z The Big Bang Theory. Syndrom oszusta nie jest problemem Sheldona Coopera – doktora fizyki teoretycznej. Sheldon nie ma problemu z docenieniem swojej wiedzy, wręcz przeciwnie. Jednak ta scena idealnie pokazuje problem klątwa wiedzy vs. potrzeby klienta, który leży u fundamentów syndromu oszusta.

Klątwa wiedzy a potrzeby klienta

Klątwa wiedzy to jest to, co dolega zapewne większości osób z syndromem oszusta. Polega na tym, że rzeczy, które wiemy, są dla nas tak oczywiste, że nie widzimy już, jak wiele czasu poświęciliśmy na dojście do punktu, że te rzeczy stały się oczywiste.

Równocześnie często otaczamy się ludźmi, którzy w różnych aspektach wiedzą trochę więcej niż my (na przykład w social mediach), więc tym bardziej wydaje nam się, że nasza wiedza to taki pikuś bez znaczenia.

Tymczasem nasz klient w większości nie chce mieć doktoratu z fizyki teoretycznej (czy w czym się specjalizujesz). On chce tylko rozwiązać swój problem. Na przykład: powiedzieć coś mądrego w towarzystwie chłopaka.

Bardzo często jego potrzeby są kompletnie rozbieżne z tym, co myślimy, że klient chce wiedzieć. Co więcej, równie często wydaje nam się, że lepiej wiemy, czego klient potrzebuje. I zalewamy go wiedzą, której on nie umie i nawet nie chce przetworzyć. Tak, jak Sheldon zalał wiedzą biedną Penny.

Różnice w kompetencjach

Scena z Sheldonem i Penny pokazuje jeszcze jedną ciekawą rzecz: różnice w kompetencjach. Sheldon wymiata w fizyce. Penny wymaga w praktycznej wiedzy z codziennego życia i w relacjach międzyludzkich (poza związkami). Penny nigdy nie będzie tak dobra z fizyki jak Sheldon, a Sheldon nigdy nie będzie tak dobry w codziennym życiu jak Penny. Jednak Sheldon mówi do Penny tak, jakby miała łatwość rozumienia fizyki. No nie, to nie zadziała…

(Pewna śliczna blondynka z Poznania
przed poznaniem fizyki się wzbrania.
Kiedy słyszy fizyka,
umysł jej się zamyka,
bo dochodzi do przeładowania – Małgorzata Musierowicz).

Jeśli się na czymś znasz, to prawdopodobnie masz ku temu kompetencje. Masz odpowiedni rodzaj inteligencji (np. matematyczno-logiczną albo interpersonalną), masz podstawy merytoryczne (takie, które są już dla Ciebie oczywiste), masz wiedzę specjalistyczną, wiesz też, gdzie szukać dodatkowych informacji. Twój klient przychodzi do Ciebie, bo ma z tym wszystkim problem. Chce Ci zapłacić za mądre przewodnictwo, a nie za wykład na poziomie studiów doktoranckich. Dla niego nie ma znaczenia, że Ty sama nie masz wiedzy na poziomie profesorskim. Bo po co mu ona?

Jak więc sobie radzić z syndromem oszusta?

Po pierwsze: zaakceptuj, że masz syndrom oszusta. Doceń, że nie jesteś wyrachowaną oszustką, że masz wysokie standardy, że chcesz oferować realną wartość. Zaakceptuj też, że pewnie jeszcze długo nie będziesz w pełni zadowolona z tego, co zaoferujesz. No, chyba że wyprodukujesz produkt, który ludzi przytłoczy. Dostrzeż, że Twój wewnętrzny krytyk chce Cię ochronić przed poczuciem porażki i negatywnym feedbackiem i powiedz mu, że go doceniasz, ale zrobisz swoje.

Po drugie: zrozum i zaakceptuj swojego klienta. Takiego, jakim on jest. Wyobraź sobie, że Twój klient to albo taka Penny, albo Ty sama, ale sprzed paru lat. (Na pewno nie będzie to Twoja konkurencja, z którą się porównujesz!). Podejdź do klienta z empatią. Zainteresuj się jego realnymi potrzebami. I daj mu to, czego potrzebuje, a nie to, o czym Ty myślisz, że potrzebuje.

Po trzecie: rusz z miejsca. Skup się na budowaniu swoich mocnych stron. Kolekcjonuj sukcesy i ucz się porównywania siebie z samą sobą, a nie z innymi ekspertami (i pseudoekspertami bez skrupułów). Naucz się dostrzegać drogę, którą przeszłaś, żeby zdobyć obecne kompetencje (a najlepiej naucz się jej na blachę, bo to prawdopodobnie droga Twojego klienta). No i przede wszystkim – zacznij zarabiać pieniądze na tym, co już wiesz i umiesz.

Syndrom oszusta nie zniknie sam z siebie. Zmniejszy się, w miarę jak Ty będziesz dojrzewała jako osoba. Kiedy zaczniesz wystawiać się na oceny i zbierać feedback (w tym „pomogłaś mi!”), będziesz mocniejsza i bardziej odporna na ten głosik „nic nie umiesz, nie masz nic do zaoferowania”.

Noemi Szymula

Pomagam kobietom w budowaniu eksperckich marek online

Doradzam, wspieram i buduję strategie. Moją mocną stroną jest także słowo pisane - robię redakcje, piszę artykuły i dodaję je na blogi. Zarządzam mediami społecznościowymi. Tworzę strony WWW. 

Stale uczę się nowych rzeczy, teraz zgłębiam newslettery i reklamy na Facebooku.