Próbka redakcji

na przykładzie „Drzewa wisielców” Agnieszki Zoe Kwiatkowskiej

Nadesłany tekst

Moje uwagi

Jesienny las jest piękny, zwłaszcza o poranku, gdy krople rosy lśnią na pajęczynach, a w chłodzie daje się wyczuć zapowiedź zbliżającej się zimy. Takiego właśnie poranka, wiele lat temu, poszłam z dziadkami na grzyby. To wtedy natknęłam się na sąsiada, pana Dzięgielewskiego. Z początku go nie poznałam; zobaczyłam najpierw tylko buty, a potem musiałam wysoko zadrzeć głowę, bo Dzięgielewski wisiał, w najlepszym wyjściowym ubraniu i z dziwnie przekrzywioną szyją.

 

To zdanie jest w teorii ładne i niby niczego mu nie brakuje, ale czemu służy przecinek po „wisiał”? Spokojnie można wisieć w najlepszym wyjściowym ubraniu 😉 I dlaczego nie piszesz GDZIE wisiał? Na drzewie? Nad jej głową? Fajnie oddajesz jej perspektywę, ale jako czytelnik czuję się wybity z rytmu.

Tego dnia, gdy weszłam do lasu po raz pierwszy od tamtego zdarzenia, było już południe, nie ranek. I nie był to ciepły wrzesień, lecz chłodny i kolorowy październik. Szłam szybko, z rękami w kieszeniach płaszcza, nie wiedząc nawet, jaka siła skłoniła mnie do powrotu w to miejsce. Mało tego – nie wiedziałam nawet, czy trafię pod tamten dąb.

Coś mi jednak mówiło, że idę we właściwym kierunku.

I faktycznie, nagle na końcu ścieżki pojawił się prześwit między drzewami. Polanka. Zadrżałam; nagle zrobiło mi się zimno. Zwolniłam tempo, aż w końcu zatrzymałam się.

Średnikofilia nie jest zdrowa. Dwa razy przekazujesz praktycznie tę sama informację. Gdyby to były zdania rozdzielone kropką, byłoby to jeszcze bardziej widoczne.

Nie bardzo rozumiałam, jaki odruch kazał mi wysiąść z samochodu i zamiast jechać prosto do domu babci, wejść do lasu w poszukiwaniu wspomnień. To było głupie, dziecinne, niepotrzebne.

 

Przed chwilą już o tym przeczytałam. Teraz to rozwijasz, znowu pisząc, że nie bardzo wiedziała czemu + jeszcze to stado przymiotników. To jak machanie czytelnikowi przed nosem „STRZELBA! STRZELBA!” Może raczej zacząć od informacji, że tego pożałowała lub się zawahała? Coś jak „no, bez sensu kupiłam te garnki, oddałabym je, ale…”.

Ale w domu dziadków pachniało jeszcze śmiercią. Zawsze tak jest, gdy ktoś odchodzi – pozostawia po sobie wspomnienia, te dobre i te złe, które wsiąkają w ściany i zamieszkują w nich na lata. Wielu ludzi to wyczuwa, ale nie potrafi zinterpretować. Ja to umiem. Wyczuwam śmierć. Ona pachnie jak stęchły, wilgotny welon, który delikatnie przykleja się do skóry.

Nie miałam ochoty nosić na sobie przez wiele tygodni zapachu śmierci, która zabrała babcię.

Ten Akapit Pisała Zoe. Uważaj na swoje manieryzmy; czasami budujesz klimat przez nadmiar słów. To jest prawie takie samo jak Zapach kamienia i Nimfy. Przeczytaj ten akapit na głos, bardzo proszę 🙂

Noemi była jedną z dwóch moich pierwszych redaktorek w czasach gdy zaczynałam pisać. Dostawałam od niej sporo uwag merytorycznych odnośnie do fabuły, bohaterów, rozwoju akcji, miałam też możliwość przedyskutowania z nią wątpliwości. To solidna, ale i ostra redaktorka, która nie zostawi tekstu w formie dobrej, gdyż będzie chciała wyciągnąć z niego jak najwięcej. Bardzo dużo dało mi dyskutowanie o aspektach psychologicznych bohaterów (ze względu na studia Noemi zna się na tym znakomicie).

Agnieszka Zoe Kwiatkowska

pisarka, autorka "Drugiego peronu"