Pisałam już o freelancerach, którzy nie wiedzą, ile wynosi ich stawka godzinowa. Dziś chciałabym poruszyć inny temat, o którym freelancerzy często zapominają.

Chodzi o proaktywne inwestycje w rozwój firmy i samego siebie. 

Przedsiębiorca tylko formalnie

Dużo przedsiębiorców to przedsiębiorcy tylko z nazwy. De facto są pracownikami jednej firmy w danym czasie, tylko że wystawiają faktury, płacą ZUS i proszą o wyższe wynagrodzenie za wykonaną pracę. Biorą jednak udział w rekrutacjach na stanowisko pracy i wysyłają CV zamiast oferty, a ich LinkedIn też wygląda jak wirtualne CV, a nie jak oferta pisana pod idealnego klienta (o ile w ogóle mają tam aktywne konto). Mam sporo znajomych, które powiedziałyby: to praca prekarna.

Osobiście uważam, że często problem tkwi bardziej w mentalności kogoś, kto pozostał pracownikiem i zgadza się na takie traktowanie. Własny biznes zawsze należy traktować jak biznes, czyli go rozwijać. A rozwój to stałe inwestycje.

Jeżeli nie pracujesz na etacie, gdzie pracodawcy są w miarę chętni zainwestować w Twój rozwój oraz wyposażyć Twoje miejsce pracy, kupując odpowiedni sprzęt i oprogramowanie, to musisz działać w tym kierunku na własną rękę.

Jak pokonać wysoki próg wejścia?

Oczywiście w niektórych biznesach próg wejścia może wydawać się wyższy niż w innych. Na przykład wydaje się, że już na start musisz mieć programy działające tylko na MacOS (a Ty posiadasz tylko gruchota na Windowsie 7), ewentualnie samochód dostawczy. Albo musisz umieć posługiwać się programem, który jest dostępny na licencję rzędu 250 USD miesięcznie. Albo znać WordPressa. I co tu zrobić?

Są ludzie, którzy rozkładają bezradnie ręce i wysyłają CV, licząc, że tym razem ktoś ich zaprosi na rozmowę rekrutacyjną i model rozliczenia nie będzie stanowił problemu.

Są też ludzie, którzy wyznaczają cel (punkt „B”), mają wizję (punkt „Z”) i tworzą długodystansową strategię, dzięki której już za rok będą mieli to, co pomoże ich biznesom wskoczyć na nowy poziom i podniesie stawki. Następnie opracowują dokładny plan i jeszcze, o zgrozo, go realizują. 

Pytania prowadzące do sukcesu

To nie są bezradne ofiary, które najczęściej zadają sobie pytania w stylu „dlaczego ja?”. To są ludzie, którzy szukają rozwiązań. Pytają „jak”. Jak mogę tam dotrzeć? Jak mogę uzyskać dostęp do programu, na który dzisiaj mnie nie stać? Pytają też: Co mogę teraz zrobić? Kogo koniecznie muszę poznać, z kim wejść we współpracę? Oraz jeszcze: Kiedy mam podjąć to działanie?

Kilka lat temu, pod wpływem webinaru z Kołczem Majkiem (który jeszcze nie był wtedy Kołczem Majkiem), zrobiłam test na Dynamikę Bogactwa (z tego co wiem, możesz go obecnie zrobić tylko po angielsku). Okazało się, że kluczowe dla mnie zapytania to „z kim” i „co”. Z kim mam współpracować, żeby osiągnąć swoje cele. Komu muszę pomóc, żeby ten ktoś pomógł mnie. Co muszę zaoferować, żeby odnieść sukces. Wchodząc do nowej branży, postawiłam bardzo mocno na networking i działania prospołeczne, czyli coś, co wychodzi mi zupełnie naturalnie. Jeszcze jest za wcześnie, żeby dzielić się wnioskami, ale to działa. Ścieżka rozwoju dla Ciebie może wieść przez inne pytania, ale na pewno nie będzie to „dlaczego nikt mnie nie chce zatrudniiiiić, buu”.

Klienci nie podejmą współpracy z biznesowym niechlujem

Proaktywne podejście do swojego biznesu docenią też Twoi klienci. Nie, nie pracodawcy. Klienci.

Twój klient, o ile ma głowę na karku, nie powierzy swojego biznesu osobie, po której widać na pierwszy rzut oka, że własny biznes traktuje per noga. Czyli żeby zdobyć sensownych klientów, musisz najpierw zaprezentować się jako osoba profesjonalna, przedsiębiorcza, skuteczna i wyróżniająca na tle innych.

Dlatego NIE ograniczaj się do wysyłania nudnych CV w odpowiedzi na powszechnie dostępne oferty i NIE czekaj, aż Twój martwy profil zauważy może jakiś rekruter. To potrafi każdy. Nie bądź „każdym” – na tym poziomie jest za duża konkurencja i łatwo Cię zastąpić.

Jak pracować, kiedy nie zarabiasz?

Jeśli jako freelancer nie wykonujesz akurat żadnej pracy dla klienta, nie siedź biernie w Internecie. Poświęć trochę czasu na:

  • zaplanowanie strategii działania w nadchodzących miesiącach,
  • budowanie marki osobistej,
  • nawiązywanie i podtrzymywanie kontaktów biznesowych zdalnie i offline,
  • rozwój wiedzy i umiejętności, najlepiej również zgodnie z planem,
  • promocję,
  • analizę sytuacji finansowej,
  • aktualizację strony www i profili w mediach społecznościowych o ostatnio zrealizowane projekty,
  • i inne działania, które charakteryzują skutecznych przedsiębiorców.

To się zawsze opłaci.

Jeśli nie wiesz, co możesz robić, odnajdź kogoś, kto osiągnął sukces w Twojej niszy i dowiedz się, jak to zrobił.

Jak zjeść słonia?

Słonia da się zjeść. Jak? Po kawałku, tylko trzeba znaleźć sposób, żeby te kawałki wytworzyć.

Jeśli do Twojego awansu z prekariusza na niezależnego eksperta potrzebujesz sprzętu za połowę Twoich miesięcznych dochodów, a nie udało Ci się załapać na dofinansowanie – podziałaj inaczej. Zaplanuj odkładanie określonej kwoty przez x miesięcy, weź go w leasing, kup na raty albo pożycz od znajomego z Facebooka w zamian za jakąś przysługę czy niewielką kwotę, rozkręć działalność i zdobądź własny. Jest tyle rozwiązań!

Koleżanka z branży pisała, że przez jakiś czas pracowała za pół-darmo w zamian za możliwość opanowania obsługi bardzo kosztownej i prestiżowej aplikacji. Odkąd ją poznała biegle, może zarabiać dużo wyższe kwoty.

Można? Można.

Więc nie fiksuj się na „nie mam… więc nie mogę…”!

***

PS. Piszę o inwestowaniu w biznes, ale karierę na etacie też bym rozwijała strategicznie. Fajnie o tym pisze Angelika Śniegocka w Coachingu kariery (do kupienia w Złotych Myślach).

Najgorzej jest siedzieć cicho w kącie, nikogo nie znać i nie być przez nikogo znanym z tego, z czego chcesz być znanym – i czekać aż Cię wybiorą. Serio-serio.