Jak to było, zapytał mnie Jason Hunt w kuluarach, kiedy zdradziłam na Influencer Live Poznań, że pierwszego bloga założyłam w 2001 roku. Jak wtedy pozyskiwało się czytelników?

Początki początków – blogowanie u zarania dziejów

Pierwszego bloga założyłam, gdy blogi nie były modne ani znane. Była nas garstka – kilkaset osób w Polsce – skupiona na kultowym portalu blog.pl, wtedy kilkumiesięcznym. Pisaliśmy o naszym życiu i przemyśleniach.

Blogowanie przeżyło pierwszy boom rok później. Każda moja znajoma zakładała bloga. Inni śmieli się z naszych „internetowych pamiętniczków” i ekshibicjonizmu. A my byliśmy pionierami! Teraz przecież każdy pisze o sobie i swoich przemyśleniach w social mediach. Co prawa wtedy większość blogasków prowadziły emo-nastolatki, a szablony (jeszcze nie motywy) były pełne upadłych aniołów, w tle zaś atakowało Cię Evanescence „Bring me to life”, ale… to od nas się zaczęło. Serio.

Dokąd prowadzi pasja: gdy blogowanie trwa całe dorosłe życie

Już wtedy blogi były moją pasją. Pisałam o nich pracę na WOS i pomagałam znajomym w doborze serwisu do założenia bloga – testowałam każdy, o jakim usłyszałam. Blog.pl był najlepszy, ale wtedy można było mieć bloga na każdej kobiecej platformie: Filipince, Zwierciadle etc. Poza tym za założenie bloga na blog.pl od pewnego momenty trzeba było zapłacić. Prawie 10 zł! Kto by na to miał hajs! (Ja).

Wytrwałam 19 lat, zmieniając adresy, tematykę i podejście. Eksperymentowałam z blogiem z recenzjami książek (myślałam, że to odkrywcze i wtedy faktycznie takie było), z blogiem złożonym z tekstów ulubionych piosenek, miałam też „tajnego” bloga, którego adres znało pięć osób na krzyż (nie, Google wtedy nie pomagało go znaleźć). Większości tych tekstów już nie ma online. Ale niektóre można przeczytać w papierze, bo – już na studiach i później – dwukrotnie wypracowałam za pomocą bloga status ekspertki w swojej niszy.

Blogowanie eksperckie otworzyło mi wiele drzwi. Wypowiadałam się w TV i na konferencjach naukowych. Nawiązałam wiele rentownych współprac i dostałam darmowy wstęp na kilka szkoleń premium. Hej, moi najlepsi klienci pochodzą (pośrednio) z bloga. A wszystkich – wszystkich – zawdzięczam temu, że nauczyłam się pisać, robić strony i działać w socialach.

Pozyskiwanie i zatrzymywanie czytelnika – mission impossible?

Dużo się pozmieniało. Kiedyś nie było promocji w social mediach, bo te jeszcze nie istniały. Jak więc wyglądało pozyskiwanie czytelnika?

Wysyłaliśmy linki do znajomych na czatach, mailach i GG. W dobrym tonie były linki do ulubionych twórców w sidebarze – tak odkrywało się kolejne blogi, nad którymi wisiało się do późnej nocy. Zgłaszaliśmy się też do oceny na blogach oceniających inne blogi – również taki prowadziłam z przyjaciółką, nazywał się Śnieżne Oceny (od zdjęcia w tle) i był bardzo spoko. Strona główna blog.pl wyświetlała ostatnie i najpopularniejsze wpisy. Opłacało się publikować w nocy, żeby się wyróżnić. I tak każdy to przeczytał następnego dnia, wchodząc kontrolnie, czy jest coś nowego. Czasami dodawaliśmy się do rankingów stron.

Kiedy nic nie pojawiało się przez 3 dni, pojawiały się pytania w księdze gości, czy jeszcze żyjesz i kiedy nowy wpis. Wyjazd na wakacjach należało ogłosić z wyprzedzeniem, bo inaczej internetowa społeczność zachodziła w głowę, czy jeszcze wrócisz (a potem o tobie zapominała, co było zarąbistym motywatorem do napisania choćby zapchajdziury).

Nostalgia… kiedy pasja była wszystkim

Nie zależało nam na fejmie i kasie, nie liczyliśmy odsłon – nawet nie było jak, statystyki blogowe ograniczały się do sumarycznej liczby odsłon dla strony głównej i wszystkich podstron i można je było fałszować.

Pisaliśmy z pasji, szczęśliwi, że kocha nas 5 osób. Najwierniejsi fani drukowali wszystkie nasze wpisy i dawali do podpisania. Reszta tylko zarywała noce.

Czasem wracam z nostalgią do tamtych beztroskich czasów. To teraz mamy masę możliwości. Heatmapy, statystyki, słowa kluczowe i SEO. Blogowanie może zmieniać świat – bo takie mamy zasięgi. Dodajmy komercyjne współprace blogowe i zarabianie na wiedzy. I ta cała wiedza do opanowania! Łatwo w pogoni za fejmem i kasą zapomnieć o pasji pisania.

Ale to pasja zatrzyma Cię na 19 lat w jednym miejscu.

Noemi Szymula

Wirtualna Asystentka dla ekspertek
pragnących mocnej marki online

Moją mocną stroną jest słowo pisane - robię redakcje, piszę artykuły i dodaję je na blogi. Zarządzam mediami społecznościowymi. Tworzę strony WWW. Stale uczę się nowych rzeczy, teraz zgłębiam newslettery i reklamy na Facebooku.

Dobrze znam specyfikę biznesów online, zwłaszcza opartych na marce osobistej ekspertki. Czasem coś doradzę.